Historia opowiedziana przez mieszkańców

Krzczonowice

Pamięć miejsca. Ludzie. Wspomnienia.

Aktualności

BOĆKI NASZE BOĆKI.....

Sporo czasu minęło od ostatnich wiadomości o krzczonowskich boćkach. Jak już pisaliśmy ostatecznie boćków pozostało trzech( jedno jajko zostało wyrzucone przez bocianich rodziców lub samo wyleciało przez dziurawe wtedy gniazdo)).

Na dzień 24 lipca 2010 r. małe boćki już same fruwają ale jeszcze są w rodzinnym gnieździe pod opieką swoich rodziców. Niebawem nadejdzie dzień kiedy to mama i tata nie wpuszczą już ich więcej do gniazda mówiąc im bocianim językiem - NASZA OPIEKA NAD WAMI SIĘ SKOŃCZYŁA , DALIŚMY WAM ŻYCIE , WYKARMILIŚMY WAS , WYCHOWALISMY , NAUCZYLISMY WAS LATAĆ I NADESZŁA PORA ABYŚCIE SOBIE RADZILI SAMI , NIE MA ZMIŁUJ SIĘ, DO WIDZENIA KOCHANE DZIECI!!!

OD TEJ PORY MŁODE BOCIANKI MUSZĄ JUŻ SOBIE RADZIĆ SAME, NIE MAJĄC WŁASNYCH GNIAZD ŚPIĄ NA KALENICACH STODÓŁ , NA DRZEWACH... CZEKAJĄC NA CZAS ODLOTU DO AFRYKI, KTÓRY ZBLIŻA SIĘ DUŻYMI KROKAMI !!

A oto prawdziwa historia jaka przytrafiła się jednemu z naszych boćków w lipcu 2010 r.

NAUKA LATANIA TO NIE TAKA PROSTA SPRAWA:

W czasie kolejnych prób na lekcjach  latania nasz bocianek po udanym lądowaniu na kalenicy stodoły swojego gospodarza Andrzeja i krótkim odpoczynku spróbował odfrunąć z tej kalenicy , niestety próba sie nie powiodła i nasz bocianek spadł  w zarośla obok stodoły.

Miał jeszcze na tyle siły aby z tych zarośli się wydostać i odfrunąć w kierunku pola z prosem, które znajduje się po sąsiedzku u Walosów. Tam niestety opadł już z sił i o własnych siłach nie potrafił odfrunąc. Tę słabość bocianka zauważyły natychmiast krzczonowskie czajki, które też są na łąkach krzczonowskich obecne od stuleci. Pole prosa chyba potraktowały jako swoją strefę wpływów i bezbronnego, osłabionego bocianka zaczęły atakować , dziobiąc go bezlitośnie.

Tragicznie skończyłaby się ta lekcja latania gdyby nie ich opiekun, gospodarz Andrzej. Obserwując tę lekcję zobaczył w jakich opałach znajduje się ten jego ulubiony ptaszek, widząc co się święci pobiegł na to pole prosa , odgonił natrętne czajki i podniósł bezbronnego  boćka i podrzucił go do góry ratując mu życie.

Bocianek szczęśliwie odfrunął i pomachał skrzydełkami dziekując w ten sposób swojemu wybawcy!!!

My również dziękujemy Panu Andrzejowi za uratowanie życia bociankowi z pazurów i dziobów okrutnych i bezwzględnych czajek!!!

Info AG 24.07.2010r.